










 



 
|
|
Wywiad z Hermannem von Richthofenem
Wczesny trening
- Jaki był Manfred von Richthofen jako młody człowiek?
HvR: Manfred był młodym arystokratą. Rodzina Richthofenów była śląską szlachtą ziemiańską. Najwięcej wśród nich było właścicieli ziemskich, prawników, dyplomatów lub profesorów... rzadko który służył w wojsku. Jego ojciec był żołnierzem. Mieli naprawdę szczęśliwe życie rodzinne. Ojciec, z powodu wypadku, musiał przejść na wcześniejszą emeryturę i zamieszkali w domu w Świdnicy, który istnieje do dzisiaj. Manfred miał bardzo szczęśliwą młodość: był wysportowany, silny, pełen radości, lubił strzelectwo, ujeżdżanie, pływanie tak jak wszyscy młodzi chłopcy!
- Czy był dobrym strzelcem?
HvR: Tak, sądzę że był. Pójście do internatu i rozpoczęcie przygotowań do kariery oficerskiej było bardziej wyborem dokonanym przez ojca. Manfred poszedł tylko jego śladem. Po skończeniu nauki, wstąpił do 1 regimentu ułanów, nazwanego imieniem rosyjskiego cesarza Aleksandra III i tak podążył za przykładem ojca. - Jako oficer kawalerii?
HvR: Tak, właśnie tak. Dla młodego arystokraty czymś normalnym była służba w kawalerii, która tworzyła elitę. Zwłaszcza, jeżeli pochodziło się ze śląskiej rodziny, powinno się tam znaleźć.
Pierwsze obowiązki
- Co robił Manfred na początku wojny?
HvR: Manfred nie był hura-patriotą. Był razem ze swoim pułkiem na niemiecko-rosyjskiej granicy i wszyscy mieli nadzieję, że zwycięży pokój. Byli zaskoczeni, że to co się stało nie było przypadkiem. Kiedy wojna się zaczęła, jego myśli były pełne zapału i w dobrym duchu rozpoczynał tę przygodę. Dopiero później, w 1918, jego poglądy na wojnę zmieniły się.
- Co go przyciągnęło do lotnictwa?
HvR: Podczas pierwszej wojny światowej kawaleria już nie atakowała, lecz zajmowała się rozpoznaniem i to właśnie robił Manfred na froncie rosyjskim. I przekonał się, że nie ma możliwości rozwoju. Nudził się i chciał odegrać ważniejszą role w toczącej się wojnie. Kiedy zetknął się z ludźmi służącymi w siłach powietrznych (które właściwie jeszcze nie istniały), od razu poczuł zainteresowanie i pomyślał, że to jest coś właśnie dla niego. Mógłby odnosić sukcesy, prowadzić ruchliwe życie, a tego właśnie pragnął.
- Dlaczego po prostu nie szkolił się na pilota?
HvR: Pomyślał, że powinien iść do sił powietrznych niezależnie od roli, jaką spełniałby. Sądził, że trening pilotażu może zająć zbyt wiele czasu. A chciał osiągnąć swój cel prawie natychmiast. Dlatego był zupełnie szczęśliwy wykonując loty rozpoznawcze i na bombardowanie jako obserwator a nie pilot.
- Był zadowolony ze swojego pierwszego lotu?
HvR: Może z samego początku nie był zbyt uzdolnionym pilotem. Oblał swój pierwszy egzamin, ale bardzo szybko potrafił chwytać niezbędne wiadomości, uczył się i cieszył z tego. Pewnego razu powiedział: "Cudownie jest polować z powietrza!"
- Czy Manfred był urodzonym lotnikiem?
HvR: Czuł się w powietrzu jak w domu, ale co to jest urodzony lotnik? Myślę, że został wyszkolony na pilota i z czasem nabył umiejętności i jakości, których prawie nikt przed nim nie miał. Czy to jest naturalne? Czy to jest wrodzone? Nie wiem.
Jego relacje z Boelcke
- Jak ważne w jego życiu było pierwsze spotkanie z Boelckem?
HvR: Sądzę, że było bardzo, bardzo ważne dla niego, ponieważ uznał Boelckego za kogoś wyjątkowo kompetentnego, kogoś, kto był bardzo poważny i potrafiący to wszystko, co Manfred zamierzał osiągnąć. Manfred spytał go o radę i Boelcke powiedział mu: "Jeżeli chcesz zdobyć moje doświadczenie, musisz latać i stać się pilotem". Wtedy Manfred zdecydował się na trening pilotażu.
- Boelcke stał się jednym z jego mentorów?
HvR: Tak, Boelcke stał się tym najważniejszym. Ale Manfred później rozwinął jego taktykę i teorię, aż w końcu napisał swoje własne.
- Co wartościowego dostrzegł Boelcke w Manfredzie?
HvR: Na pewno musiał dostrzec jego talent, ale też talent urodzonego przywódcy - Manfred był bardzo charyzmatyczny. (...)
- Czego nauczył się od Boelckego?
HvR: Zawsze mówił z najwyższym szacunkiem o Boelckem. Na pewno była to taktyka, a także umiejętność przewodzenia, a Manfred, tak jak Boelcke, był skromnym człowiekiem.
- Jakie skutki dla Manfreda przyniosła strata Boelckego?
HvR: Wielka strata osobista. Również szok. To również uświadomiło mu jak blisko wciąż jest śmierć. Pamiętam (?) wydarzenie, kiedy był w domu w Świdnicy i pokazywał matce zdjęcia, na których był w otoczeniu kolegów. Ona spytała: "Co robi ten porucznik?", Manfred stwierdził: "Nie żyje". Wtedy wskazała na innego, który także był już martwy. Wtedy powiedział: "Nie pytaj o pozostałych. Oni wszyscy nie żyją". To straszne!
Charakter Manfreda
- Co przyciągnęło Manfreda do pilotów Eindeckerów?
HvR: Być może sprawa sukcesów. Oni byli już znani. Manfred wciąż nie był sławny, i zapewne to odegrało ważną rolę.
- Czy był jak gwiazda pop?
HvR: To były początki masowej komunikacji w XX wieku, i rzeczywiście, młodzi ludzie zostali użyci do oderwania uwagi od tego, co działo się podczas tej strasznej wojny. Myślę, że wykorzystano ich świadomie, każdego, który dobrze się prezentował i odnosił sukcesy zrobiono gwiazdą.
- Co charakteryzowało Manfreda?
HvR: Był nieustraszony, śmiały, odważny, ale nigdy nie był ryzykantem. Miał wyrównany poziom tych wszystkich cech. Nigdy nie był lekkomyślny i zawsze czuł się odpowiedzialny za ludzi, którzy z nim lecieli.
- Co wyróżniało go spośród innych lotników?
HvR: Manfred miał wielki respekt dla swoich przeciwników. Podziwiał jakość brytyjskich sił powietrznych, a także przemysłu lotniczego. (...)
- Czy ryzykował?
HvR: Był bardzo odpowiedzialny i wiedział, że jest dowódcą i nie powinien wystawiać swoich ludzi na ryzyko. Ale kiedy atakował inny płatowiec, nigdy nie rezygnował.
- Czy wierzył, że jego rolą jest ochrona samolotów rozpoznawczych?
HvR: Oczywiście. Miał zadanie do wykonania. I nigdy nie wybierał sobie jakichś łatwiejszych zadań. Wiedział, że alianci mają przewagę w powietrzu i musiał robić wszystko by bronić własny front i zapobiegać rozpoznaniu niemieckiej strony oraz chronić ja przed wrogimi samolotami. To był jego raison d'etre - a nie wybieranie łatwych celów.
- Czy był zabójcą z zimną krwią?
HvR: Nie mogę stwierdzić, że był bezwzględny, ambitny i chłodno kalkulujący. Przeciwnie, był dobroduszny. Był śmiały, tak, i pewnym sensie widać było ambicję w tym, co robił. Ale na pewno nie był zabójcą, jak to przedstawiają niektóre media. Nigdy nie był taki. Jak wiemy, sporo wycierpiał podczas ostatnich miesięcy swojego życia, z powodu wojny i ofiar, jakie niosła ze sobą.
- W co wierzył?
HvR: Wierzył w rodzinę. Wierzył w cnoty. Także wierzył w swój kraj. Myślę, że był patriotą, tak jak lotnicy z obydwóch stron.
- Miał jakiekolwiek słabości?
HvR: Nie wiem o żadnej. Był zwykłym młodym człowiekiem, któremu zdarzało się wypić z kolegami. Grywał z nimi w karty, ale najczęściej wcześnie wychodził, by być wypoczętym następnego poranka.
- Cieszył się ze sławy jako as i dowódca?
HvR: Nie był obojętny. Ale przyjmował to naturalnie i nigdy nie miał w sobie nic z gwiazdy. Pamiętam scenę, kiedy w Berlinie został poproszony o autografy i dał je. Powiedział wtedy do kogoś: "Wiesz, że muszę to robić". Ale nie robił tego, by chwalić się.
- A co na temat pojedynku z Hawkerem?
HvR: Czytałem o tym spotkaniu. Manfred rzeczywiście znalazł kogoś równego sobie, i był szczęśliwy, ponieważ ostatecznie udało mu się strącić tamtego. Ale rzeczywiście respektował jego talent i kompetencje.
- Dlaczego wymyślił "latające cyrki"?
HvR: Potrzebował mobilności, i tak samo potrzebował siły. Dlatego więc rozwinął taktykę przemieszczania w razie potrzeby 30, 40 samolotów, co zapewniało przewagę. Myślę, że miał dobre przeczucia co jest potrzebne do utrzymania przewagi.
Nadchodzi koniec
- Jak zmieniła go wojna?
HvR: Odniesione rany głowy sprawiały mu cierpienie i długotrwałe bóle głowy. Zmieniła się jego postawa, stał się przygnębiony i bardziej zamyślony. Poza tym wojna w trzecim roku nie była taka sama jak w 1914 , kiedy po obydwóch stronach ludzie kroczyli z gromkim hurraaa i entuzjazmem. Widział wiele ofiar; widział bezużyteczność tego rodzaju walki. Sądzę, iż doskonale wiedział, że czasy się zmieniły i dlatego był bardzo sceptyczny.
Ale pozostał w swojej eskadrze. Spytano go czy nie przeszedłby do sztabu generalnego, ale odmówił mówiąc: "Nie chcę być wydekorowanym oficerem w bezpiecznym miejscu, a moi ludzie w brudnym polu i umierający."
- Czy to prawda, że z tego powodu miał zostać odwołany?
HvR: Nie wiem czy tego zażądała jego matka. Ale można sobie wyobrazić, jak matka, ale także i ojciec, byliby tym zainteresowani, żeby zamiast stać tak blisko śmierci, został przesunięty choć trochę do tyłu. Ale Manfredowi nie podobał się ten pomysł. Wyobrażam sobie, że sztab generalny był zainteresowany w jego ocaleniu ponieważ był dla nich użyteczny - na przykład, podczas rokowań z Sowietami wywrzeć na nich wrażenie, choć w rzeczywistości się to nie udało. Tak więc byli zainteresowani w ocaleniu mu życia, a prawdopodobieństwo bycia zabitym stawało się coraz większe.
- Czy Manfred był zainteresowany odejściem z frontu?
HvR: Nie był zainteresowany odejściem linii frontu. I nie wiem, czy tak naprawdę, nie był to rodzaj przeczucia co do nieuchronności losu. Jak mówiłem wcześniej, zadawał poważne pytania dotyczące życia i śmierci i musiał wiedzieć, że pewnego dnia także on sam stanie się ofiarą.
Ostatni lot
- Ironią jest, że został zabity u szczytu swoich umiejętności...
HvR: To bardzo smutne i ironiczne, że został zabity - powiedzmy to, u szczytu umiejętności i sukcesów. Z drugiej strony, nie przetrwałby jako symbol rycerskiej wojaczki inaczej jak tylko ponosząc śmierć.
Byłem zaproszony przez Komisję Grobów Wojennych i pokazano mi archiwum z jego pogrzebu oraz z całej ceremonii. Wszystko to schludnie wpisano do księgi i jest wielkim honorem dla mojej rodziny, że on jest wciąż tak dobrze pamiętany. Nie tylko w siłach powietrznych Aliantów czy NATO, ale także w Chinach, Japonii i na całym świecie.
- Dlaczego złamał reguły podczas ostatniego lotu?
HvR: Manfred, rzecz jasna, był człowiekiem i jak każdy człowiek popełniał błędy. Tak, zlekceważył swoje własne reguły z powodów których nie znamy i obecnie nie możemy ich poznać, ale zrobił to i zapłacił swoim życiem. Dal jego matki jedyną możliwością było to, że został zestrzelony przez majora Browna w powietrzu. Nigdy nie uwierzyłaby, że jej syn mógłby zostać zabity z ziemi.
- A pan w co wierzy?
HvR: Wierzę, że stało się jedno i drugie - że został trafiony z góry, ale ponieważ leciał bardzo nisko trafił go i strącił na ziemię australijski strzelec. Otrzymałem bardzo wzruszający list od rodziny - dziadek był w tej części frontu i widział schodzący w dół płatowiec Manfreda i pobiegł w to miejsce.
To rzeczywiście wzbudziło duże zainteresowanie.
- Dlaczego są kontrowersje?
HvR: Ponieważ ludzie chcą znać prawdę. To zrozumiałe. (...)
Ikona i symbol
- Dlaczego Manfred stał się ikoną?
HvR: To zdumiewające. To co zrobiły środki masowego przekazu czyniąc z niego ikonę. Ale ludzie mogą to potraktować jako przykład osobistej odwagi, jako rodzaj rycerskości i galanterii, jako część działań wojennych nie tak straszną jak walki pod Verdun czy nad Sommą.
Mogliby również kojarzyć siebie z nim jako z człowiekiem, pomimo odniesionych sukcesów wciąż był skromnym, szlachetnym, o pięknej postawie i dobrodusznym. To wszystko razem wzięte mogą zobaczyć w jednej postaci.
- Czego trwałym symbolem jest Manfred?
HvR: Dla mnie jest symbolem rycerskości. Również jest mostem pomiędzy różnymi narodami. Dlatego został tak dobrze zapamiętany we wszystkich siłach powietrznych (...).

|
|
|